piątek, 13 kwietnia 2012

On, my i góry...

        Bóg zawsze był i jest obecny w moim życiu. To prawda, którą uświadamiałem sobie od najmłodszych lat dzięki rodzinie, służbie liturgicznej, modlitwie, ale również - dzięki przebywaniu blisko przyrody. Mój dom rodzinny położony jest na wsi w województwie kujawsko-pomorskim (Grabie). Wieś od jednej strony otoczona jest poligonem wojskowym, który w ostatnich kilkudziesięciu lat znacznie zarósł różnej maści drzewami. Lasy te kryją w sobie prawdziwe bogactwo flory i fauny. Ponadto możliwość wychowywania się na wsi, również wśród wielu zwierząt daje możliwość poznania życia od innej strony niż jest to możliwe np. mieszkając w dziupli wykutej w betonie potocznie zwanej mieszkaniem spółdzielczym. Takie doświadczenia dały mi niejednokrotnie  możliwość zachwytu nad cudem życia i skłaniały do refleksji nad Źródłem tego wszystkiego i nad tym, kto to wszystko zainicjował i tak wspaniale wymarzył...
       Kiedy miałem 19 lat po raz pierwszy byłem w Pieninach, po raz pierwszy byłem w górach. Ten niezwykły czas, poznanie ludzi, którzy kochają góry, dla których góry to coś więcej niż metry skał zasłaniające widoki, wreszcie uczenie się gór, które wtedy się zapoczątkowało doprowadziło mnie do szukania możliwości przebywania w górach. Wtedy zakochałem się w nich\; była to miłość od pierwszego wejrzenia; jest to miłość trwała i ciągle wzrastająca na sile. Miłość ta nabrała nowego wymiaru, kiedy zamieszkaliśmy w Kłodzku, tzn. w 2006 roku. 
      I tak trwa przygoda zwana życiem, w której - ma nadzieję - coraz więcej decydującego głosu ma Ten, który to wszystko stworzył i nadal stwarza; trwa przygoda zwana małżeństwem, w której staram się coraz bardziej słuchać mojej Żony i kierować się jej wspaniałą intuicją i miłością, jaką już od 9 lat darzy mnie a od jakiegoś czasu również nasze dzieci; trwa przygoda związana z obcowaniem z pięknem natury, a zwłaszcza gór, które pomagają poznawać Boga, siebie i innych...